LIFESTYLE

Już za chwilę matura!

24 kwietnia 2021
matura-repetytorium-planer

Koniec kwietnia i taki prawdziwy początek wiosny sugerować mogą tylko jedno maj wkracza do akcji Kwitną drzewa, kwiaty i kasztany a to oznacza jedno. Co dokładnie? Dowiesz się dalej.

Wspomniałam o kwitnieniu kasztanów, które są niejako symbolem tego miesiąca. Miesiąca, który staje się jednym z najważniejszych w życiu milionów młodych osób, tak mówię tutaj o maturze. W przededniu tego niezwykłego maturowego szaleństwa postanowiłam powspominać sobie ten pamiętny i dla mnie miesiąc. Nie będzie to jakaś zapierająca dech w piersiach historia, ale mam nadzieję, że doda otuchy i pomoże przetrwać ten maraton wszystkim, którzy zechcą ją przeczytać. Ja już nie przedłużam i zapraszam dalej.

Zaczęło się od ulewy

To chyba będzie najbardziej ekscytujący fragment tego wpisu, bo tak ulewa była nieziemska (przynajmniej tak ją wspominam i tak ze mną zostanie). Zresztą taka być musiała, bo do tej pory ją pamiętam, ale od początku. Prognozy przed zakończeniem roku były naprawdę obiecujące, rozumiesz słońce, suche i temperatura dość ciepła. Normalnie sielanka, że hohoho matulu kochana uśmiechnięta buźka i można zadawać szyku na auli, bo wiadomo wystroić się trzeba. I wszystko było fajnie do dnia egzaminu, kiedy to jakby Bóg dawał mi znak, że ten miesiąc będzie naprawdę *ujowy… A warto wspomnieć, że rano przed egzaminem mieliśmy mszę za zdanie matury… tak ironio. Żeby nie było kościół, w którym odbywała się msza jest ode mnie oddalony 25 minut drogi (sprawdziłam na Google to wiem). Dystans, jak dystans normalnie do przejścia fajnie taka wiecie ścieżka zdrowia dla emer- młodego człowieka fajna i przyjazna – raczej nic sobie nie naciągniesz w jej trakcie, chociaż ja to na prostej drodze potrafię się zabić także no, a wiadomo o wypadek w dzisiejszych czasach nie trudno. Tylko w ładną pogodę a nie w deszczu i nie, nie było o tej godzinie miejskiego, Stalowa to nie Warszawa tutaj się człowiek nachodzi! I żeby nie było ten naprawdę stał się proroczy.

Deszcz – metafora matury z polaka

Tak, tak ten jakże oczyszczający deszcz stał się metaforycznym i dosłownym oczyszczeniem mnie z wszelkich złudzeń na wysoki wynik z pisemnej matury z języka polskiego. Ten kubeł zimnej wody stał się wyjątkowo dobitny kiedy zobaczyłam temat wypracowania. Temat ten obejmował opis relacji Justyny i Zenona w „Granicy” Zofii Nałkowskiej (TUTAJ możecie zajrzeć na ten arkusz śmierci). Pewnie zaraz się zapytasz, no i? Znaczy tak normalnie nic by z tego nie było, tylko ja tej akurat książki nie tyle nie przeczytałam (pragnę zaznaczyć to dobitnie nie przeczytałam tylko tej książki!!!), ale nią gardziłam i gardzę dalej. Serio dla mnie to dno jakich mało na tym świecie – lepsza już od tej książki jest „Moda na sukces” i to tak 100 razy. Także widzisz mój stosunek z tą książką można nazwać jako relacja hate-hate, no bo jak inaczej nazwać! Jak nie wiadomo kogo doświadczyć to Maturzystę. Zapytasz pewnie dlaczego w takim razie nie wzięłam do interpretacji wierszy. Na to pytanie mogę dać tylko jedną odpowiedź: „człowiek głupim się rodzi i głupim umiera”…

Przygód doświadczonej Maturzystki – ciąg dalszy

Jeśli spodziewasz się dalszego nieszczęścia to muszę Cię zmartwić to raczej tyle. Wiesz miło, że się tak martwisz, ale już chyba dość tego dobrego mnie spotkało. Szczerze już nie miałabym co pisać, ponieważ reszta egzaminów przebiegła tak jak się spodziewałam – „szału nie ma i nie urywa”. Byliśmy drugim rocznikiem, który miał w obowiązku pisać matematykę jako przedmiot obowiązkowy, więc było trochę liczenia. A przypominam nie było tylu kanałów na YouTubie, że można zadania przerabiać, ale dobra zostawmy temat. Dalej była matura z angielskiego, tutaj akurat nawet sprawnie poszło – o i mogę sprzedać mały patent na zadania ze słuchu. Jak wiadomo każda historyjka jest opowiadana coraz szybciej dlatego tak systematycznie po 30 minut dziennie włączałam sobie jakieś BBC News czy co tam miałam akurat pod ręką i słuchałam. Oczywiście nie dało się wszystkiego od razu zrozumieć, ale oto chodziło przyzwyczaiłam ucho powoli do tempa z jakim mówią i dzięki temu lepiej mi było wyłapać ze słuchanki odpowiedzi. Dalej były zgodnie z harmonogramem przedmioty dodatkowe.

Im miej się przejmujesz tym lepiej na tym wychodzisz

Zanim zacznę chcę zaznaczyć, że były to czasy kiedy przedmiot dodatkowy można było zdawać na poziomie podstawowym i rozszerzonym, szczerze dalej nie wiem czemu to zmienili, ale dalej chyba na to jestem za głupia. Ja zdawałam maturę z geografii i Wiedzy o społeczeństwie na poziomie podstawowym oraz polski na rozszerzonym. Żeby nie było nie domówień polski wzięłam, bo chciałam się sprawdzić i nie wiązałam z nim żadnych nadziei – szczególnie po porannej podstawie (tak wtedy pisało się podstawę rano a potem rozszerzenie). Chociaż to zabawne, bo temat, który zdarzył mi się rozszerzeniu był podobny do prezentacji ustnej – motyw tańca w literaturze i sztuce. Taki mały uśmiech od losu, który wniósł troszeczkę słońca Dobra, ale wracamy do tematu.

W tym fragmencie chcę powiedzieć, że przedmiot, od którego nie spodziewacie się za wiele może się stać oczkiem w głowie. Pewnie teraz pukasz się w czoło, no bo przecież często teraz maturzyści biorą po jednym dodatkowym przedmiocie, bo i tak piszę się go na rozszerzeniu. To prawda, ale warto wziąć sobie do serca jedną radę nie przejmować się i pisać na luzie, tak wiem znowu pukanie w czoło, bo właśnie WOS, który pisałam z takim nastawieniem poszedł mi najlepiej. Wiem, że teraz jak to piszę możesz mi nie dowierzać, ale tak jest w stresie często zapominamy wielu rzeczy, a kiedy jesteśmy pewni i spokojni wszystko idzie naprawdę dobrze. Wiem to z doświadczenia, z jednej strony tak masz rację można powiedzieć, że WOS jest stosunkowo prostym przedmiotem szczególnie na podstawie, że pytania „siadły” itp., ale ja wiem, że to spokój zapewnił mi naprawdę przyzwoity wynik. A uwierz mi niestety stres u mnie działa paraliżująco i cały czas uczę się go tonować.

Podsumowanie

Co by tu na koniec napisać, szczerze nie wiem. Odczuć pewnie będzie wiele, ponieważ matura to temat drażliwy, szczególnie dla piszących. Jednego jestem pewna, że jeśli dasz z siebie wszystko to będzie dobrze, bo w końcu mi się na ten przykład z moją maturą skończyć 2 kierunki. Chociaż może to nie jest dobry przykład… kto wie?
P.S. Dla otaku czytelników czekajcie, bo już tworzę kolejny wpis z serii „Dostałam…”

Ściskam :*

monikaaa131

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply