MANGA

Isekai’e warte uwagi – część 3

29 sierpnia 2020

Witajcie kochani! I kolejny tydzień za nami, w sumie ostatni tydzień… wakacji. Ja niby już nie żyje w rzeczywistości szkolno-studenckiej, ale wrzesień zawsze uważałam za taki mały “styczeń” i porządkowałam wszystkie rzeczy. A jak u Was też we wrześniu nachodzi Wam realizacja styczniowych postanowień?  Jeśli będziecie chcieli się podzielić to czekam na komentarze. A przechodzimy do konkretów

W tej części poświęcimy uwagę męskiej części. No, bo jak to tak, przecież ten gatunek poświęcony jest tylko kobietom, prawda (!?!). Odpowiedź brzmi NIE i zdarzają się męskie perspektywy, jak i normalnych isekai’ach (wiecie tych z przywołaniem bohaterów z innego świata – standard klasyka). W tym wpisie postanowiłam wyróżnić dwie serie odznaczające się mianem dużą dozą męskiego pierwiastka. Także poznajcie, wyjątkowo, bohaterów wpisu z gatunku otome isekai.

Otome Game Sekai wa Mob ni Kibishii Sekai desu


Adaptacja Novelki:
TAK
Autorzy: Yomu Mishima (fabuła), Jun Shiosato (rysunki)
Status: W trakcie wydawania
Gatunek: isekai, romans, fantasy, szkoła, harem
Wydana w Polsce: NIE
Ocena MAL: 8/10

Opis fabuły

Leon, były japoński robotnik, odrodził się w świecie „gry otome” i był zrozpaczony tym, że był to świat, w którym kobiety dominują nad mężczyznami. Wyglądało to tak, jakby mężczyźni byli tylko bydłem, które służyło za odskocznię dla kobiet na tym świecie. Jedynymi wyjątkami były romantyczne cele gry, grupa przystojnych mężczyzn na czele z księciem koronnym. W tych dziwnych okolicznościach Leon posiadał jedną broń: wiedzę z poprzedniego świata, w którym jego bezczelna siostra zmusiła go do ukończenia tej gry. Leon, który naprawdę chce po prostu żyć na wsi, wykorzystuje tę wiedzę do wzniecenia zaciekłego buntu przeciwko kobietom i przystojnym mężczyznom.

Moja ocena

No to czas na pierwszego bohatera dzisiejszego wpisu. ~Btw. Czy tylko mi po trzech wpisach trudno się przyzwyczaić? Ale OK wracamy do meritum.~ Jak czytaliście wcześniej mamy tutaj do czynienia z Leon’em, który jako “postać” nie miał wpływu na oryginalną grę, bo jak sam to wielokrotnie określa odrodził się jako MOB (z ang. motłochem/pospólstwem; w kontekście gry, zwykle jest to nic nie znacząca postać). I to właśnie jego postać sprawia, że ta seria nabiera świeżego spojrzenia (tak jak to było w przypadku Cecil’a), ponieważ wraz z nim odkrywamy świat przedstawiony, w tej jak on to zwykł określać, “cholernej grze otome”. Jak przeczytaliście dokładnie opis to będziecie wiedzieć o co chodzi, a mianowicie o traktowanie mężczyzn przez kobiety. No nie jest im lekko… Właśnie przez ten system życie Leon’a zostanie wywrócone do góry nogami, a on sam zostanie – poniekąd – zmuszony do wykorzystania swojej wiedzy z poprzedniego życia. Aby uzbroić się (to słowo nie jest użyte tutaj przypadkowo) i stawić czoło otaczającej go rzeczywistości. Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów, to wspomnę o naszej bohaterce i antagonistce – ależ oczywiście, że się pojawią, a Wy myśleliście inaczej (?).  Nie będę zdradzać ich imion, ale to co mogę powiedzieć, to to, że nie będą wcale przypominały swoich pierwowzorów. Jest jeszcze taki mały robot, którego relacja i komentarze stanowią największy highlight serii.

Jak mogliście wyżej przeczytać świat ten stawia na piedestale kobiety i to ich potrzeby są tu najważniejsze (gra otome, też mi nowość!). Poza tym jednak, możemy przeczytać i zobaczyć inne smaczki takie jak, m.in. roboty (mówiłam, że z tym zbrojeniem to nie żarty), strukturę hierarchiczną przypominającą średniowiecze (tak, tak, standard jak się patrzy), latające wysypy i to co tygryski lubią najbardziej, czyli questy i przygody z nimi związane. Nic dodać, nic ująć istny misz-masz wszystkiego co mogło być – musicie przyznać twórcy gry mieli rozmach i wyobraźnię.

Otome Game Sekai wa Mob ni Kibishii Sekai desu to intrygująca pozycja z gatunku otome isekai nie tylko przedstawia męski punkt, ale również jakby to było, gdyby do świata gry otome przeniósł się mężczyzna. Ale myślę, że nie tylko to jest jej zaletą, Największy jej plus stanowi postać Leon’a, który sprzeciwiając się panującemu systemowi otwiera nową drogę. Mangę tą poleciałabym wszystkim, którym znudziła się stara i już pewnie dobrze znana konwencja tego gatunku i szukają powiewu, tak zwanej świeżości i nie przeszkadza im, gdy… No właśnie co

Tsuihou Akuyaku Reijou no Danna-sama

Adaptacja Novelki: TAK
Autorzy: Kiri Komori (fabuła), Natsusemi i Kana Yuki (rysunki)
Status: W trakcie wydawania
Gatunek: isekai, romans, shoujo, fantasy
Wydana w Polsce: NIE
Ocena MAL: 7/10

Opis fabuły

„Ja” miałem szczęście być tym, który wyciągnął rękę do młodej damy, której zaręczyny anulował książę Alephaldo, Elany. Dzień po unieważnieniu zostałem z nią wygnany i ożeniony, mimo że dopiero wtedy dowiedziała się o moim istnieniu. Cóż, to tylko powolny wiejski styl życia na wygnaniu w sąsiednim kraju! A przynajmniej tak myślałem, ale …? Oto moja historia o zostaniu mężem wygnanej antagonistki.

Moja ocena

Zanim zacznę oceniać, tą serię pragnę coś wytłumaczyć, żeby nie było żadnych niedomówień i pretensji. Obecnie wyszedł i przetłumaczony został jeden rozdział mangi. I teraz powinno nastąpić pytanie, dlaczego w takim razie zdecydowałam się na tę pozycję? Odpowiedź jest banalnie prosta: “Pierwowzór mangi, już trochę trwa i ją znam, dlatego mimo iż nie ma dużo materiału w wersji narysowanej to, to co przeczytałam pozwala mi z czystym sumieniem polecić tą serię”. Skoro mamy tę część przegadaną to możemy zabrać się za recenzję

Oto zaczynamy fabułę od momentu, który w każdej szanującej się grze powinien się pojawić, czyli event’u potępienia. Ale jak można przeczytać nie będziemy go widzieć oczami antagonistki tylko syna hrabiego – Eufran’a D’italie Bailey’a – bo tak ma na imię nasz bohater będzie obserwował wszystko uważnie i dla nas komentował. Kiedy będzie chciał opuścić przyjęcie wpadnie na niego właśnie osądzona antagonistka – Elana Ruthfett Forsythe – i tak zacznie się ich wspólna historia. Dlaczego? Otóż następnego dnia, by ostudzić wściekłego tatusia naszej złej (ja to zwykle bywa premiera królestwa) król postanawia związać ich małżeństwem. Sytuacja nagła, ale czy tak bardzo nie pożądana… Zobaczcie i się przekonacie.

…Ale coś jest nie tak? Aaaaaaa… że schemat no, bo przecież isekai. No to jak to tak… Moi Drodzy jak wiecie po innej mandze narracja nie musi być od osoby zisekaiowanej – tak łatwo się domyśleć w takim razie kto, ale zostawmy tą nutę niepewności Cóż mogę jeszcze powiedzieć, no to np. to, że nasz Eufran nie miał łatwo z księciem i jego trupą. Przez jego naturalny talent do wynajdywania różnych przedmiotów pomagał im nie mało. Jeśli chodzi o przedmioty, które znajdują się w portfolio naszego “wygnanego męża” to jak na owy świat są rewolucyjne – tyle chyba mogę zdradzić.

Jak możecie zauważyć manga, a głównie novelka, Tsuihou Akuyaku Reijou no Danna-sama to kolejne spojrzenie na gatunek otome isekai, który zyskuje coraz to większą atencję mangaków. Mam nadzieję, że będzie ona dalej kontynuowana, ponieważ życie dwójki zostanie poddane wielu próbom i pewnej prawdzie, którą zobaczę na jej łamach.

Podsumowanie

Jak to mawiał klasyk i to by było na tyle. Dwie propozycje, które jak na razie wyczerpują męski punkt widzenia gatunku. Mam szczerą nadzieję, że któraś z propozycji przydanie Tobie drogi Czytelniku do gustu i sięgniesz po nią. Ja na razie mówię do następnego wpisu, a w nim… A to niech będzie zachętą do kolejnego spotkania

Ściskam :*

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply